Prince, Loco i Spiderman, czyli rzecz o łyżwiarstwie figurowym

tumblr_ootdwwToiN1ty4cy5o1_1280

Six best figure skaters in the world  And so the 2016/2017 season ends. Very special for me, because it’s the first time I followed it exactly from the very first competition to the very last (I usually forget about first two or three competitions of GP…), and also because I attended one of the ISU competitions, the Junior World Championships (my first ISU event ever). Hopefully some of them attend 4CC next January, because I’m gonna be there for sure myself. 

Sing-along, czyli dlaczego nie słucham tajwańskiego popu*

* a przynajmniej sporej jego większości.

Kupiłam sobie radio. Bardzo się cieszę, bo lubię słuchać radia, a na obczyźnie to również okazja do słuchanek językowych. Wczoraj wieczorem trafiłam na cudny jazzik. Jak miło. Potem przełączyłam na jakieś Coldplaye – też może być. Dziś, zaraz po włączeniu usłyszałam z kolei piosenkę, która jest dla mnie syntezą 90% tutejszej muzyki pop. Dobre pół minuty myślałam, że słucham jakiegoś kiczowatego dżingla promującego hipotetyczną audycję, w której na tle tematu w stylu River Flows in You, zarzuconego w zapętleniu, host opowiada na dobranoc jakąś prostą, przeromantyzowaną historię. Jednak nie, nie był to dżingiel. To była piosenka, którą zamieszczam poniżej, którą znalazłam guglując zdanie z refrenu.



Już trochę mi się nie chcę fejspalmować za każdym razem jak słyszę kolejną identyczną nutę w tym stylu, ale to jest szczyt, kompilacja niemalże wszystkich najbardziej oklepanych motywów muzycznych obecnych w tutejszej muzyce pop, odmianie balladowej. Nie chcę tu wchodzić w dywagacje na temat popu jako takiego, to za głęboki temat – ale u nas przynajmniej nie jestem w stanie zaśpiewać pierwszy raz słyszanej piosenki niemalże od początku do końca na równi z wokalistką. Jest to pewien rodzaj folkloru, więc nie chcę dyskutować o gustach, na które różne czynniki mają wpływ (jeśli chodzi o gusta tutejsze to polecam wyguglować „why Chinese pop music is so shit”, kilka postów jest całkiem sensownych), ale nie mogę się też powstrzymać żeby nie podzielić się przyczyną, dla której nie słucham większości tutejszej muzyki popularnej. I dzięki Bogu, wcale nie muszę.

Przywiązani do ekranu

Przywykłam już do tego, że jadąc metrem często jestem jedyną osobą, która NIE patrzy w ekran telefonu. Uzależnienie od komórek na Tajwanie przybiera dużo poważniejsze oblicze niż w Polsce (choć pewnie już niedługo…). Być może jest to również powód, dla którego tak wielu Tajwańczyków to okularnicy. Nawet stojąc w metrze dziwnie patrzy się na ludzi, którzy nie spoglądają w ekran telefonu – jak na samotników, odmieńców, którzy nie mają przyjaciół i dlatego nie siedzą na lajnie i mesendżerze 24/7. No i nie mają żadnych zainteresowań, bo nie czytają o metodach robienia manicuru ani nie grają w gry strategiczne stojąc w kolejce do toalety.

17883831_1261856097217001_6685468226177466840_n
(źródło: fb)

Cytując jeden z oryginalnych komentarzy pod tym zdjęciem, ten typ ma zapewne bardzo bujne i satysfakcjonujące życie towarzyskie, a może i jakiego Pokemona po drodze złapie.

Nie chcę przez to zaprzeczać, że i ja niestety walczę z uzależnieniem od internetu. Tylko, że u mnie przejawia się to raczej w postawieniu bardzo wyraźnej granicy między sferą domową i zewnętrzną. Staram się codziennie wychodzić przynajmniej na spacer, jeśli nie mam w planach żadnych obowiązków poza domem. Jadąc dokądkolwiek, w podróży nie korzystam z telefonu – chyba, że potrzebuję natychmiast jakiejś informacji na temat spotkania lub trasy. Zdażyło mi się kilka razy pograć w grę, ale był to mój świadomy wybór, bo też wszystko jest dla ludzi i czasem po prostu mam ochotę przez te pięć stacji sobie poklikać. Ale robię to niezmiernie rzadko (jak dotąd, przez siedem miesięcy przebywania na Tajwanie, tylko raz – go figure).

And here I am again

„Once I had a dream… and this is it!”

A z pewnością jest to jedno z moich marzeń. Mieszkam w Azji! Przyjechałam już drugi raz spędzić tu co najmniej rok. Właśnie zostałam magistrem i przyjechałam na Taiwan by zacząć nowy rozdział, by się czegoś nauczyć, szczególnie języka. A z tym idzie mi, hmm, słabiej niż sądziłam. Ale nie zamierzam biadolić.

Od razu pierwszego wieczoru, gdy pojawiłam się w Taipei, poczułam się, jakbym wróciła w dawno nie widziane, ale znajome miejsce. [cdn]

Wielu rzeczy nie rozumiem. W wielu sprawach nie przyznam się, że nie rozumiem. Nie zamierzam robić z tego bloga podręcznika do chińskiej kultury, a jedynie wspomnieć o tych jej aspektach, z którymi mam do czynienia na co dzień.